„Diabelska gra” Angela Marsons

Hej, Czytacze!

„Diabelska gra” to drugi tom o policjantce Kim Stone. Pierwszego nie czytałam, a kto śledzi mojego bloga, ten wie dlaczego – mam to do siebie, że często serie czytam „od tyłu”, poza tym książki kupuję niejednokrotnie pod wpływem nagłego impulsu 🙂 Na szczęście serie kryminalne mają to do siebie, że kolejne części bywają ze sobą niepowiądane. To mnie ratuje.

Kim Stone prowadzi sprawę pedofila gwałcącego swoje córki. W toku śledztwa poznaje pewną panią psycholog. Alex to piękna, zdolna kobieta, ktora okazuje się również bardzo niebezpieczna. Policjantce przydzielona zostaje druga sprawa – gwałciciel wychodzi z więzienia za dobre sprawowanie i ginie dźgnięty kilkukrotnie nożem podczas wieczornego spaceru z psem. Policji szybko udaje się trafić na trop sprawcy. Wydawałoby się, że zagadka zostaje rozwikłana, a wymiar sprawiedliwości odnosi sukces. Wtedy dochodzi do kolejnych przestępstw. Motyw jest zawsze ten sam – zemsta. Pozornie sprawy nie łączą się ze sobą. Kim jednak ma złe przeczucia co do Alex. Kobieta napawa ją niepokojem. Postanawia baczniej przyjrzeć się jej poczynaniom i nieoczekiwanie odkrywa prawdziwy sens pracy psycholog. Alex prowadzi chory eksperyment na swoich pacjentach. Kim odkrywa, że Alex – piękna psychopatka – realizuje swój chory plan rękami przestępców, będący również jej pacjentami. Nie wie jednak, że stanie się jedną z jej ofiar.

„Diabelska gra” to moje pierwsze spotkanie z Angelą Marsons. Nie mogę więc porównać jej z poprzednią częścią. Przyznam, że początkowo historia Kim wydała się nudna. Sama główna bohaterka jest postacią intersującą. Z jednej bowiem strony to dobra policjantka, która lubi swoją pracę i świetnie się w niej sprawdza. Z drugiej – nieco zagubiona w swoim mrocznym świecie kobieta, nie pogodzona z przeszłością. Takie przedstawienie bohatera jest zawsze interesujące i przyciąga uwagę. Mamy również psychopatkę Alex, która swoimi chorymi poczynaniami jest w stanie zainteresować czytelnika.

Dlaczego się więc nudziłam? Na początku fabuła  jest tylko ciekawa.  Niestety rozkręca się dopiero w połowie 🙁 Rozdziały są bardzo krótkie, a to wielki minus. Druga połowa powieści to wielkie bum! Mam mieszane uczucia, choć przyznaję, że samo przygotowanie autorki pod względem zbudowania psychologii bohaterów zachwyca. Tutaj należy pokłonić się nad jej wiedzą i wykorzystaniem w powieści. Nie rozumiem jednak dlaczego fabułę skonstruowała w taki sposób, że najpierw czytelnik nudzi się jak mops, a potem czyta z rozwartymi ustami? Czytałam „Diabelską grę” z kilkoma przerwami. Odkładałam na półkę i ponownie do niej wracałam. Sama nie wiem co mnie przekonało do dalszego czytania. Może jedynie fakt, że nie lubię zakupionych pozycji pozostawiać przeczytanych połowicznie?

Od drugiej połowy akcja przyspiesza, robi się niesamowicie ciekawa. Końcówka zaskakuje i tutaj ciekawość czytelnika wzrasta do maksimium. Niestety w najlepszym momencie, gdy można by się pozycja na dobre zachwycić, nastepuje koniec. I weź tu, człowieku, żyj… 🙁 Nie rozumiem co miało przynieść takie zbudoiwanie akcji. Najwidoczniej miała jakiś plan i zrealizowała go w taki, a nie inny spoób. to sprawia niestety, że „Diabeksiej gry” nie mogę w stu procentach polecić. Nie o to przecież chodzi, aby polecić jako godne uwago dzieło, które do połowy nudzi, prawda?

Zdecydujcie sami. Końcówka na pewno się Wam spodoba. A jeśli postanowicie po nią sięgnąć, to może przez początek „jakoś” przebrniecie? Ja drugi raz po „Diabelską grę” już bym nie sięgnęła, a i inne dzieła Marsons czasowo sobie odpuszczam. Czy kiedyś zmienię zdanie? Nie wiem, dzisiaj stanowczo mówię nie i nie decyduję się na kolejną przygodę po światach tej autorki.

Miłego dnia, Mole!

Dodaj komentarz