„Dzień ostatnich szans” Robyn Schneider

Dzień dobry, cześć i czołem : -)
„Dzień ostatnich szans” Robyn Schneider to kolejna powieść, która wpadła mi w ręce przypadkowo. Wprawdzie literatura młodzieżowa nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, ale dobrze jest mieć w swojej kolekcji tytuły pozwalające oderwać się na chwilę od pozycji ciężkich, a także problemów dnia codziennego.

O czym jest powieść?

Lane to niezwykle ambitny nastolatek. Chce zdobyć dobre doświadczenie i świetną pracę. Jego celem jest prestiżowy uniwersytet, a przyszłość ma w zasadzie zaplanowaną. W jego życiu nie ma miejsca na nudę, bezproduktywne spędzanie czasu, imprezy, a przede wszystkim chorobę. Po zdiagnozowaniu lekoopornej gruźlicy postanawia żyć tak, jakby nic się nie stało. Pobyt w ośrodku dla zakaźnie chorych, do którego został wysłany, traktuje jako krótkie, przymusowe wakacje. Ma plan-nadal będzie pilnie się uczył i przygotowywał do czekających go egzaminów.
Sadie jest śliczną młodą dziewczyną, która na przekór złośliwemu losowi, beztrosko chwyta każdy dzień. Cieszy się obecnością przyjaciół, świecącym słońcem, czasem wolnym. Ośrodka nie traktuje jako więzienie. Odnalazła w nim swoje miejsce, stała się artystką, zbudowała małą społeczność, bez której nie wyobraża sobie życia „na zewnątrz”.

Niespodziewanie Sadie i Lane spotykają się ponownie w rzeczywistości, która zmusi ich do innego życia, innych priorytetów i odmiennego spojrzenia na świat. Wbrew wcześniejszym wydarzeniom, stają się sobie bliscy. Gdy wydaje im się, że wspólnego życia w ośrodku nic nie zakłóci, że mają przed sobą mnóstwo pięknych chwil, los nagle funduje wielkie zmiany. Jak potoczą się losy tej dwójki, gdy nieoczekiwanie lekarstwo na gruźlicę, a Sadie wpakuje się w poważne problemy?

Schneider poruszyła ważny problem-gruźlicy, która potrafi zabić. Ukazała, jak toczy się życie, gdy człowiek zauważa i zaczyna pojmować jego kruchość, wielką wartość i skończoność. Wbrew pozorom autorka nie skupiła się na złej, czarnej stronie egzystencji. Pokazała, co może się wydarzyć, jak zachowują się młodzi ludzie w obliczu zagrożenia, jakie wartości są dla nich ważne, a jakie nie. Na pierwszy plan wyciągnęła pozytywy. To, co sprawia, że nawet w najbardziej niebezpiecznej sytuacji można odnaleźć radość i szczęście. Uświadomiła, jak ważne jest, aby każdego dnia czerpać zadowolenie z danych nam przez los możliwości-radosnego życia, zdrowia, posiadania przyjaciół i rodziny.

Całości dopełnia lekkie, przyjemne pióro. Zero moralizowania, przesady, kolorowania. Schneider w niezwykle subtelny sposób stymuluje czytelnika do przemyśleń: Czym jest dla mnie zdrowie? Czym jest dla mnie życie? Co zrobiłabym/zrobiłbym, gdybym został pozbawiony zdrowia lub spokojnej, niczym nie zmąconej egzystencji? Czy zdaję sobie sprawę z faktu, że jutro może nie nadejść?
Według mnie „Dzień ostatnich szans” jest książką naprawdę wartą przeczytania. W szczególności poleciłabym ją frywolnym nastolatkom, którym wydaje się, że są panami świata, a zło omijać ich będzie szerokim łukiem : -)

Polecam, Kochani, czytajcie!

Do następnego,
Kasia

Dodaj komentarz