„Klucz” Łukasz Migura

Hej, Mole!

Bardzo lubię opowiadania. Nie tylko czytać, ale też pisać : -).  To zwięzłe treści, skondensowane na kilkunastu lub kilkudziesięciu stronach. To jest właśnie w opowiadaniach niezwykłe i najbardziej interesujące — brak miejsca na zbędne akapitu : -). Dlatego ucieszyłam się, gdy Łukasz Migura zaproponował mi przeczytanie i zrecenzowanie swojego tekstu.

O czym jest „Klucz”?

„Klucz” to opowiadanie z gatunku noir, sci-fi. Nie gustuję w sci-fi, ale fragment mnie zaciekawił i  postanowiłam przeczytać całość. Trzydzieści trzy strony opowieści o Bankach Wirtualnych Pieniędzy, o świecie tak różnym od naszego, że wręcz niewiarygodnym. Latające samochody, hologramy, etc.

Pewnego dnia, młody mężczyzna Leszek, popijając piwo w jednym z podrzędnych barów, spotyka podejrzanego studenta. Ten daje mi na przechowanie pendrive. W zamian oferuje pieniądze i czyste konto. Leszek, jak się niedługo okazuje, wchodzi w posiadanie klucza, który zmienić może rzeczywistość. Całkowicie. Nic nie jest niestety tak proste, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Już wkrótce na głównego bohatera spada lawina złych wydarzeń, a on sam przekonuje się, iż przyjmując urządzenie, wiele zaryzykował. Czy gdyby wiedział, jak wysoką cenę przyjdzie mu zapłacić, wdałby się w dyskusję z nieznajomym? Jak zachowa się w obliczu śmierci jednej z najważniejszych osób w swoim życiu?

Muszę przyznać, że opowiadanie jest bardzo ciekawe i przyjemnie się je czyta. Pomimo tego, że autor wrzuca czytelnika w opisywany świat, zamiast delikatnie wprowadzić w panujące realia, „Klucz” czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Wprawdzie sporo musiałam się domyślić, ponieważ ni z tego, ni z owego, pojawiły się hologramy, płatności jakimiś punktami, a zaraz potem przedstawiciele Banku Wirtualnego Pieniądza, ale po „wejściu” w świat Migury i Jego bohatera, bawiłam się całkiem dobrze. Autor ma lekkie pióro, pisze prostym językiem. Zabrakło mi wprowadzenia — gładkiego, płynnego przejścia do świata sci-fi, może kilku akapitów o historii świata, w którym żyje Leszek i przygotowania czytelnika na spotkanie z latającymi samochodami. Przyznaję, że poczułam się lekko skołowana. Jednak bardzo szybko wskoczyłam na odpowiednie tory i z uwagą śledziłam losy Leszka.

Co dla mnie najważniejsze, nie znalazłam błędów, braków w redakcji i korekcie. Wielki plus! Do tego intrygująca, przykuwająca oko okładka i otrzymujemy opowiadanie, które z pewnością warto zakupić i przeczytać w całości.

Czy polecam? Pewnie, że polecam. W szczególności miłośnikom gatunku, a także wszystkim tym, którzy swoim czytelnictwem lubią wspierać młodych pisarzy. Mole, warto. Czytajcie!