„Lekarz obłąkanych” De Montepin Ksawery

Hej, Mole!

Czas na kolejną recenzję : -) Tym razem w mojej ręce wpadły dwa tomy. „Lekarz obłąkanych” to opowieść, która zmęczyła mnie tak, jak żadna inna powieść w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach. Dlaczego?

Francja, XIX wiek. Specyficzny klimat odległych lat, konwenanse pełne kurtuazji. W przedziwny sposób splatają się losy niezwykle bogatego nowojorskiego bankiera, małomiasteczkowego lekarza marzącego o wielkiej karierze, sieroty, drobnych i większych przestępców, a także dzielnego marynarza. Wszyscy zostają nieoczekiwanie wplątani w intrygę, z której ciężko się wydostać. Rozpoczyna się swoista walka o zdrowie, miłość, pieniądze, a także rozwiązania zagadki. Pomieszanie z poplątaniem…

Bohaterowie? Mnóstwo postaci, a jedna bardziej negatywna od drugiej. Zawiłe, skomplikowane poczynania, intrygi (zawrotna ilość). Każdy skonstruowany w sposób narzucający nadanie im etykietek z automatu — ten zły, ten dobry. Brak miejsca na własne wnioski, na polubienie ich „po swojemu”, na indywidualną ocenę. Autor decyduje za czytelnika. Czy któryś spodobał mi się lub nie, w szczególnie? Nie, wszyscy zmęczyli mnie tak samo mocno. Po dwustu stronach miałam serdecznie dość, a na drugi tom patrzyłam ze łzami w oczach.

Fabuła? Archaiczne wypowiedzi tak wielu bohaterów, że w pewnym momencie zgubiłam się i nie potrafiłam odnaleźć drogi. Zaczynamy od obyczajówki, która w swojej wystarczającej zawiłości przechodzi w jeszcze bardziej zagmatwany kryminał. O ile charakter powieści zmieniał się płynnie, ukazując tym samym duże zdolności pisarskie autora, o tyle moje odczucia pozostawały takie same. Krótkie rozdziały, specyficzny język. Moim zdaniem, ciężkie pióro. Plusem (wielkim!) są śliczne, interesujące ilustracje. To jedyne, co w „Lekarzu obłąkanych” przypadło mi do gustu. Niestety:-(
Jak się zapewne domyślacie, nie przeczytałam dwóch tomów. Ba! Nawet pierwszego nie skończyłam. Czułam się taka zamęczona, jakbym właśnie biegła w maratonie! Powieść pozbawiła mnie energii. Smutne, bo liczyłam na świetną przygodę i podróż do świata ekstra kryminału. Nie udało się. Zgubiłam się w meandrach pierwszych dwustu stron, poddałam się i szybko zakończyłam walkę. Uznałam, że szkoda czasu.

Nie oznacza to, że książki nie polecam. Prawdopodobnie nie jest to mój klimat, w którym poczułabym się jak ryba w wodzie. Postanawiam nie sięgać po inne powieści De Montepina. Obawiam się, iż kolejne mogłyby być tak samo wyczerpujące. Wy, Mole, sprawdźcie sami. Może komuś z Was „Lekarz obłąkanych” przypadnie do gustu?

Do następnego razu,

Kasia

Dodaj komentarz