„Moje serce w dwóch światach” Jojo Moyes

Witajcie, Czytacze!
Po kilku ciężkich lekturach zdecydowałam się na nadrobienie zaległości w pozycjach Jojo Moyes, które zakupiłam całe lata świetlne temu, a które wciąż czekały na swoją kolej. : -)
„Moje serce w dwóch światach” to siedemnasta pozycja z Półki Wstydu i jednocześnie pięćdziesiąta czwarta książka przeczytana w tym roku. : -) Książka bliska mojemu sercu, jeśli spojrzeć na problemy poruszone przez autorkę, ale o tym później.

O czym jest powieść?

 

„Mamy tyle wersji siebie, spośród których możemy wybierać. Kiedyś moim przeznaczeniem było zupełnie zwyczajne życie. Zmieniłam zdanie pod wpływem mężczyzny, który zbuntował się przeciwko tej wersji samego siebie, którą narzucił mu los, oraz starszej kobiety, która zdecydowała się na przemianę w sytuacji, kiedy wiele osób uznałoby, że nic już nie da się zrobić. 

Ja miałam wybór. Byłam Louisą Clark z Nowego Jorku albo Louisą Clark ze Stortford. A może jest jakaś zupełnie nowa Louisa, której jeszcze nie poznałam. Najważniejsze, żeby nikt, kto ci towarzyszy, nie decydował, kim masz być, i nie przyszpilał się jak motyla w gablocie. Najważniejsze to wiedzieć, że zawsze możesz znaleźć sposób, by wymyślić się na nowo.

 

Muszę przyznać, że „Moje serce w dwóch światach” jest drugą częścią trylogii z Louisą Clark. Kiedyś próbowałam słychać audiobooka „Zanim się pojawiłeś” i nie wyszło to tak, jak oczekiwałam. Nigdy nie zdecydowałam się na zakupienie tej części i teraz wiem, że te braki koniecznie muszą nadrobić (jak tylko zniosę z samej siebie zakaz kupowania książek: -)). „Kiedy się pojawiłeś” przeczytałam, a moją opinię o niej przeczytać możecie w poprzednich postach. Szukajcie, a znajdziecie : -D.

Louisa Clark jest młodą Angielką, wyruszającą pewnego dnia na rok do Nowego Jorku. Podejmuje pracę w bogatym domu, ma stać się asystentką drugiej żony pewnego obrzydliwie bogatego jegomościa. Przedsięwzięcie jest o tyle trudne, że Louisa zostawia w Anglii swojego nowego chłopaka, Sama. Para zakochana w sobie jest przekonana, że ich związek nie ucierpi za sprawą odległości, a gdy po dwunastu miesiącach Lou wróci do domu, rozłąka będzie nieodczuwalna. Hmm…, czy aby na pewno? Czy każdy, nawet najtrwalszy związek połączony miłością, jest w stanie przetrwać dzielące dwoje ludzi kilometry i długi czas? Gdy okazuje się, że jest inaczej niż Sam i Lou zakładali, dziewczyna zaczyna szukać swojego miejsca na ziemi i swojego „ja”. Poznaje ludzi, którzy na zawsze odmienią jej życie.

 

 

Jednym z tych ludzi, jest Josh — niezwykle podobny do zmarłego Willa. Amerykanin pędzący z zawrotną prędkością do kolejnych zawodowych sukcesów. Mężczyzna wciśnięty w sztywne ramy korpoświata, zdający się nie zauważać tego, jak bardzo jego życie pozbawione jest wolności i bycia sobą. Co gorsze, stara się za wszelką cenę zmienić Lou i ją również wcisnąć w te ramy, dopasować do siebie samego i życia, jakie pragnie wieść w Nowym Jorku. Nowy Jork — miasto drapaczy chmur, pełne ludzi wiecznie gdzieś biegnących, obrzydliwie bogatych i skrajnie biednych, pełne uroczysz restauracyjek, tętniących życiem barów, pochłania Louisę całkowicie, ale nie zmienia dziewczyny. Jest ona najbardziej pozytywną i barwną postacią, o jakiej dotąd miałam możliwość przeczytać. Mimo wszystko, nie bacząc na ciężkie przeżycia i niesprawiedliwość ludzi, którym zaufała, Lou pozostaje sobą — szczerą, uczciwą kobietą, pełną ufności do świata. Kobietą przepełnioną przyjaźnią, dobrem i wrażliwą na drugiego człowieka. Moim zdaniem wszyscy bohaterowie Jojo Moyes są świetnie wykreowani i każdy z nich wnosi do powieści coś ciekawego, natomiast Lou, jako jedyna budzi tak wielką sympatię. Cudowna osoba.

Fabuła powieści jest wprost świetna. Problem emigracji jest mi znany i tutaj wracamy do początku mojego wpisu. Z całą pewnością Jojo Moyes ma rację — wybierając emigrację, decydujemy się jednocześnie na życie w dwóch światach. Jedną nogą wciąż tkwimy w kraju, który opuściliśmy, a drugą w tym, w którym chcemy zbudować wszystko na nowo. To rudne i niejednokrotnie bolesne. Wyzwanie męczące, wywołujące wiele smutku, wyciskające łzy z oczu. Ciężko jest nieustannie tęsknić. Trudno jest też wybrać pomiędzy ludźmi, których się kocha, a których decydujemy się opuścić i lepszym życiem, które czeka na nas gdzieś tam, daleko od domu. Poznajemy również trud walki pomiędzy własnym „ja”, szukaniem go pomimo wszystko i zachowywaniem wbrew temu, co mówią o nas inni. Dowiadujemy się jak to jest, gdy walcząc o spełnienie marzeń, musimy wybierać pomiędzy pragnieniami a ludźmi, których kochamy — dziećmi, rodzicami, przyjaciółmi.

„Moje serce w dwóch światach” to ujmująca, pouczająca opowieść, która śmieszy, bawi i wzrusza. Powieść, która niesie ze sobą ważne przesłanie, wystarczy tylko usiąść na chwilę i zastanowić się nad jej treścią. To historia kilku silnych, mądrych kobiet oraz mężczyzn odgrywających w ich życiu znaczącą rolę. Napisana przystępnym językiem, lekkim piórem, z sensem rozwagą i całą gamą uczuć. Spójna, wciągająca lektura, która na pewno pozostanie ze mną a długo. Po przeczytanie zrozumiałam jedną rzecz — nie ważne co mówią o mnie inni, nieważne co i jak należy robić, aby być akceptowanym przez ogół. Ważne jest natomiast to, co ja czuję i myślę, kim chcę być i którą wersję siebie lubię najbardziej, którą chcę pielęgnować i doskonalić : -).

Polecam, Mole!