„Nocny film” Marisha Pessl

Dzień dobry, Mole!

„Nocny film” to jedna z powieści, którą zakupiłam przez przypadek. Klasyka — wychodzisz po mleko, a wracasz z reklamówką pełna książek : -). Żywiłam co do niej wielkie nadzieje, liczyłam na to, że wstrząśnie mną, przerazi, będzie zapierała dech w piersiach przez wszystkie siedemset (ponad) stron. Co z moich oczekiwań wyszło? To, iż mam bardzo mieszane uczucia. Przeczytałam, odłożyłam na bok. Myślałam, że nabiorę dystansu i dostrzegę plusy „Nocnego filmu”, które do tej pory były dla mnie niewidoczne. Niestety… nadal waham się pomiędzy: „To bardzo dobra książka” a „Serio? I co w niej niezwykłego?!”.

O czym jest „Nocny film”?

Scott McGrath jest dziennikarzem śledczym, który w przeszłości za dużo węszył. Wtykał nos w nie swoje sprawy, próbował odkryć tajemnice reżysera filmów grozy, Stanislasa Cordovy, i gorzko tego pożałował. Skompromitował się, stracił pracę i aktualnie żyje z resztek tantiem za swoje książki, które w przeszłości były dość poczytne. Innymi słowy, Scott stał się nikim na własne życzenie. Kiedy pewnej nocy, na Manhattanie, znalezione zostaje ciało córki Cordovy — McGrath chce za wszelką cenę dowiedzieć się, co takiego się stało. Nie wierzy w samobójstwo. Postanawia jeszcze raz prześledzić historię Cordovy, człowieka mrocznego, posiadającego miliony fanów na całym świecie. Jest zdeterminowany — nie cofnie się przed niczym, dopóki nie odkryje prawdy.

Postać Cordovy jest owiania wielką tajemnicą. Reżyser przedstawiony zostaje jako swego rodzaju psychopata, który tworzy hipnotyczne światy, wykorzystuje bohaterów swoich filmów do niecnych celów, sprawia, iż stają się mu całkowicie oddani, a gdy osiągnie cel — przestaje się nimi interesować. Kiedy wyjdzie się ze świata Covrody, nic nie jest już takie samo i nigdy nie będzie. Ludzie, którzy mieli z nim styczność, inaczej postrzegają życie wokół siebie — zauważają mroczną stronę świata, inaczej pojmują śmierć. Ta postać spodobała mi się najbardziej.

Scott to typowy dziennikarz śledczy — interesuje się tym, czym nie powinien, za wszelką cenę stara się udowodnić, że ma rację. Prze do przodu wbrew wszystkiemu. Uparty, zdeterminowany, ale też nieuważny. Chwilami miałam wrażenie, że błądzi niczym dziecko we mgle. Potyka się, upada, popełnia poważne w skutkach błędy. Naraża na niebezpieczeństwo swoją córkę, dopuszcza do włamania do swojego domu, gdzie przechowuje wiele materiałów dotyczących Cordovy. Zupełnie tak, jakby brakowało mu doświadczenia, jakby pchając się w paszczę lwa, nie umiał przewidzieć, że dojdzie do kradzieży materiałów, które są na wagę złota. Inni bohaterowie wiele wnoszą do powieści, każdy z nich otrzymał od Pessl jakąś rolę, którą wypełnia skwapliwie, natomiast żadnego z nich nie polubiłam.

 

 

Za każdym razem, kiedy sięgam po opasłe tomy, boje się tego, co w sobie kryją. Obawiam się niepotrzebnych wątków, na siłę wydłużających fabułę, zbędnych bohaterów, którzy absolutnie nic nie wnoszą do powieści. Takiego nabijania kolejnych stron tylko po to, aby pokazać światu, iż potrafi się napisać powieść — cegłę. Sięgając po „Nocny film” spodziewałam się dreszczowca. Czegoś w rodzaju „Misery” S. Kinga, przy której z przerażenia zasłaniałam oczy. Liczyłam wręcz na to, że będę się bać, wykrzywiać twarz z obrzydzenia. Spodziewałam się, że te ponad siedemset stron to niezły horror, który wspominać będę jako najbardziej przerażającą powieść ever. Nic z tych rzeczy, Mole. „Nocny film” to opowieść o obsesji, zafiksowaniu na punkcie czegoś, co nie pozwala nam spokojnie spać. Zamysł na fabułę bardzo ciekawy. Szczególnie spodobały mi się elementy wizualne — wycinki z gazet, zrzuty ekranu stron internetowych, etc. Są też dodatki interaktywne! Osobiście nie skorzystałam, ale może Wy będziecie zainteresowani? Ta część „ Nocnego filmu” spodobała mi się bardzo. Ciekawe urozmaicenie ścian tekstu, oryginalne. To jedyne plusy, niestety :-(.

„Nocny film” przedstawiony został czytelnikom, jako książka bomba. Literacki strzał w dziesiątkę, po którym ciężko się będzie otrząsnąć. Na to właśnie liczyła. Tymczasem otrzymałam powieść zdecydowanie przeciągniętą. Spokojnie można ją było odchudzić o połowę i na by na tym nie ucierpiała. Do tego dochodzi zakończenie, które bardzo mnie rozczarowało — owszem jest zwrot akcji, ale jak na zakończenie, bardzo słaby. Zamysł na fabułę jest ciekawy, bardzo interesujący, ale przeciąganie jej bez potrzeby oraz zakończenie bez efektu „wow” zrobiły niestety swoje. Powieść warto przeczytać, ponieważ napisana jest prostym, przystępnym językiem. Czyta się bardzo szybko. Nie liczcie jednak na rewelacje — tam ich nie ma. Ciekawa, chwilami wciągająca, ale szału nie ma.