„Pianista” Władysław Szpilman

Dzień dobry, Czytacze!

Zapewne wielu z Was oglądało ekranizację „Pianisty”. Ja widziałam ten film kilkukrotnie, a za każdym razem wywierał on na mnie takie samo wielkie wrażenie. Niektóre sceny wyryły się głęboko w pamięci i nie potrafię o nich zapomnieć.

„Pianista” Władysława Szpilmana przetłumaczona zastała na prawie czterdzieści języków. Wspomnienia pianisty stały się jednym z najważniejszych świadectw wojny. Tragedia rodziny Szpilmanów rozpoczyna się wraz z okupacją Warszawy. Od początków biedy w Polsce, po zamknięcie w getcie, przez ucieczkę z Umschlagplatzu, gdzie traci wszystkich bliskich, po ukrywanie się w ruinach Warszawy i ciężką walkę o każdy kolejny dzień życia. Stracił wszystko i wszystkich. Cudem udało mu się kilkukrotnie wyrwać się ze szponów śmierci. Zupełnie tak, jakby jego zadaniem i życiowym celem, było przeżycie i danie ludzkości dowodu na bestialstwo, zwyrodnienie i podłość Hitlerowców. Przemoc, którą opisuje na łamach „Pianisty” przeraża tak bardzo, że chwilami ciężko jest oddychać i uwierzyć w to, że świat jest piękny, a ludzie z natury dobrzy. Metody zabijania nie mieszczą się w głowie. Jak można być takim potworem? Skąd to się w nas – ludziach bierze? I gdzie wtedy był Bóg, o którym teraz szumnie opowiada polski „super” Kościół?

„Pianista” zdecydowanie wymyka się wszelkim stereotypom. Pokazuje nie tylko zwyrodnienie Hitlera i jego popleczników, ale również miłość, bezbrzeżną dobroć, przyjaźń i chęć osiągnięcia spokoju. Odwaga miesza się tu z tchórzostwem, nienawiść z miłością, głód z pełnymi brzuchami Niemców. Mrok przeciwstawia szczęściu i nadziei, że jutro nadejdzie spokojne i radosne; że jeszcze kiedyś zaświeci słońce.

Piękna, wzruszająca, pełna bólu i cierpienia powieść, którą powinien przeczytać każdy z nas. Niesamowita historia dobrego, szczerego i pięknego wewnętrznie człowieka, który przeszedł przez piekło, aby opowiedzieć nam, co się podczas wojny wydarzyło.

 

Dodaj komentarz