„Pochyłe niebo. Ćma” (Tom I) Ewa Cielesz

Drogie Mole!

„Pochyłe niebo. Ćma” i „Pochyłe niebo. Pajęczyna” Ewy Cielesz to dwa ostatnie tomy, które nabyłam, zanim sama na siebie narzuciłam zakaz kupowania książek. Polecone na IG przez moją ukochaną Rozchełstaną Owcę (https://rozchelstanaowca.pl), całkowicie zawładnęły moim sercem. Dzisiaj skupię się na pierwszym tomie, a recenzję kolejnego poznacie już za kilka dni.

O czym jest powieść?

Ćma to historia trudnej młodości Anity, która przez błędnie podjętą decyzję, straciła szansę na zrealizowanie planów o stabilnej i bezpiecznej przyszłości. Jedna upojna noc w objęciach mężczyzny, niechciana ciąża, złość nieugiętej matki o zimnym niczym lód sercu, w pośpiechu pakowana walizka i opuszczanie domu pod osłoną nocy. I przyszłość, już teraz niepewna, pełna znaków zapytania i lęku o siebie i rosnące pod sercem dziecko przez Anitę początkowo nazywane po prostu Człowiekiem.

Wyrzucona z domu Anita nie wie co ze sobą zrobić. Gdzie ma się podziać, u kogo szukać pomocy? Bezradna, u kresu sił, wpada na pewien pomysł — uda się do Wrocławia, do ciotki Rozalii i tam poprosi o wsparcie. Gdyby Anita nie była tak rozdarta, przygnębiona niespodziewanym i niechcianym darem od losu, gdyby myślała o konsekwencjach swoich decyzji, zapewne jej życie byłoby łatwiejsze. Sprawy ułożyłyby się szybciej, a dziewczyna odnalazłaby utęskniony spokój ducha.

 

 

Bohaterowie Ewy Cielesz są bardzo zróżnicowani. Jedni niezwykle pozytywni, natychmiast budzący sympatię. Innych nie da się polubić, choćby nie wiem jak czytelnik tego pragnął – tak przynajmniej było w moim przypadku. Anita na pierwszy rzut oka może wydawać się osobą niezdecydowaną, niewiedzącą czego chce i czego od życia oczekuje. Nie dziwię się jej, bo gdyby to mnie matka wyrzuciła z domu, gdyby siostra traktowała mnie jak największe zło świata, któremu należy wciąż rzucać kłody pod nogi, też zgubiłabym się i nie wiedziała, jak wrócić na prostą. Mimo wszystko jednak wzbudziła moją wielką sympatię. Kibicowałam Anicie z zapartym tchem. Gdy udawało jej się coś osiągnąć, cieszyłam się ze szczerego serca, natomiast przy kolejnych potknięciach czy ranach zadawanych przez bliskich — czułam niemal fizyczny ból. Przez całą powieść odnosiłam wrażenie, że to ja jestem Anitą, to ja walczę z nieuczciwym losem. Reszta bohaterów, nawet tych mniej pozytywnych, spełniła powierzoną funkcję doskonale. Każdy z nich wniósł coś do historii, a gdyby niektórych bohaterów zabrakło, powieść nie byłaby tak ciekawa.

 

„Konsekwencje… Gdyby całkowicie przesądzały o tym, jakie decyzje podejmujemy, ludzki świat prawdopodobnie nigdy nie byłby uporządkowany…”. Ta myśl determinuje pierwszy tom nowej trzytomowej serii powieściowej autorki bestsellerowej „Córki Cieni”.

 

Fabuła Ćmy jest świetna. Zamysł trafiony w dziesiątkę, dzięki czemu oba tomy uważam za jedne z lepszych obyczajówek, jakie dotąd czytałam. Przyznam, iż po zakończeniu czwartego rozdziału Ćmy zapisałam sobie wszystkie tytuły Pani Ewy Cielesz i kupię je na pewno. Powieści tej autorki muszą wzbogacić moją biblioteczkę, nie widzę innej opcji : -). Powieść wypchana jest po brzegi całą gamą emocji — od radości, zadowolenia, po skrajne wyczerpanie psychiczne i rozdzierający serce smutek. Przekonujemy się jak bardzo los potrafi być brutalny, a członkowie rodziny bezwzględni. To wręcz dobijające — starsza siostra, która powinna opiekować się młodszym rodzeństwem robi wszystko, aby uprzykrzyć mu życie, dobić, unieszczęśliwić. Co dziwniejsze, wielu z nas zdaje sobie sprawę z chorych, toksycznych relacji, a nie potrafi ich zakończyć. Odebrałam niektóre poruszone problemy personalnie, z wielkim oburzeniem — jako matka, której córka właśnie wkracza w okres dojrzewania. Mole, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wystawiam Ją na bruk z powodu zajścia w ciążę. Nie i już! Moim zdaniem trzeba być człowiekiem bez serca, aby w ten sposób potraktować własne dziecko.

Całości dopełniają niezwykle szczegółowo opisane czasy Komuny w Polsce, stanu wojennego i wszechobecnej biedy. Pani Ewa Cielesz oddała doskonale tamte czasy, wydaje mi się, iż niczego nie pominęła. Do tego dorzućmy lekkie pióro, przystępny język, cudowne opisy przyrody i bohaterów, a uzyskamy powieść idealną. A okładka? Okładka, Mole, miodzio! Śliczniutka! W drugim tomie jest tylko lepiej, więc nie czekajcie, Czytacze, a zabierajcie się za czytanie.

Polecam gorąco!