„Skorpion” Krzysztof Wójcik

Cześć, Czytacze!

„Skorpion” Krzysztofa Wójcika to jedna z najbardziej przerażających książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Dostałam w prezencie od Taty i choć minęło sporo czasu, do dzisiaj pamiętam Jego słowa, gdy mi ją kupował: „Bo ty lubisz takie pokręcone rzeczy czytać. Nie rozumiem po co, ale skoro lubisz…” : -)

Lubię, ale to, co przeczytałam w „Skorpionie” przekracza wszelkie moje wyobrażenia o złu świata, w którym żyjemy. Nie mieści mi się w głowie, jak można być tak okrutnym, zimnym, bezwzględnym draniem, psychopatą, mordującym z zimną krwią. Nie potrafię tego pojąć. To jeden z powodów, dla których bardzo chciałabym studiować psychologię i kryminalistykę — żeby móc poznać przyczyny, podłoże tego typu zachowań. Zrozumieć (o ile to w ogóle możliwe), co kieruje takim mordercą. Czy mi się uda? Zobaczymy : -) Tymczasem wróćmy do powieści Krzysztofa Wójcika.

O czym jest „Skorpion”?

Paweł Tuchlin (pseudonim „Skorpion”) był jednym z najbardziej krwawych seryjnych morderców w historii polskiej kryminalistyki. W latach 1973-1983 atakował kobiety, uderzając je w głowę młotkiem ukradzionym z zakładu pracy. Kierował nim popęd seksualny i wyuzdane fantazje, których jego żona nie chciała zaspokajać. Był niezwykle sprytny — potrafił przyczaić się do ofiary, skradać się bezszelestnie i dopadać niczego niepodejrzewającą kobietę dosłownie w ostatnim momencie. Początkowo był bardzo ostrożny, nie zostawiał śladów. Po pewnym czasie poczuł się bezkarny i nie zwracał uwagi na pozostawiane ślady, na to, czy ofiara nadal żyje, czy go rozpoznała.

Tuchlin nie tylko bezcześcił napadane kobiety, dokonując na nich aktów seksualnych. Również okradał je. Po dokonanym akcie potrafił siedzieć obok ofiary spokojnie, zjadając jedzenie, które przy sobie miała. Zabierał pieniądze, a rzeczy materialne, np. obrączki, dawał żonie w prezencie. Zabił łącznie dziewięć kobiet, jedenaście trwale okaleczył. Jak doszło do tego, że Tuchlinowi udało się przez długie lata bezkarnie wyruszać „na łowy” i nie zostać złapanym? Zwyczajnie — milicja zajęta była Solidarnością niż łapaniem mordercy niewinnych kobiet…

 

 

Autor wykonał kawał dobrej roboty. Odtworzył zdarzenia i opisał je niezwykle szczegółowo. Podążył śladem mordercy, przeanalizował działania policji, ujawnił popełnione przez funkcjonariuszy błędy i zaniedbania. Nie owijał w bawełnę – pokazując czego policja nie zrobiłam dał dowód na to, że gdyby od samego początku dobrze skupili się na śledztwie i szukaniu zbrodniarza, wielu osobom nie stałaby się krzywda. To smutne, ponieważ przez ludzi, którzy służyć mieli dla dobra społeczeństwa, ginęły niewinne kobiety. Mieli chronić, a chcąc nie chcąc, przyczyniali się do ich śmierci.

Co spodobało mi się najbardziej? To, iż Wójcik nie napisał książki na podstawie wielotomowych akta Tuchlina. On wyruszył na poszukiwania — rozmawiał z żyjącymi jeszcze ofiarami, ze świadkami oraz milicjantami, którzy prowadzili śledztwo. Spojrzał na sprawę nie tylko oczami ofiar, ale również oczami mordercy. Wstrząsające zapiski myśli i czynów Tuchlina, jego podejście do dokonywanych zbrodni stworzyły niezwykły obraz.

„Skorpion” jest wstrząsającą, poruszającą i bardzo smutną opowieścią psychologiczną, która zapewne zostanie ze mną na długo. Jest mi przykro na myśl o ofiarach Tuchlina, strachu, który odczuwały i zadanego przez zwyrodnialca cierpienia. Jednocześnie cieszę się, że ostatecznie został schwytany i skazany na karę śmierci, a kobiety odzyskały spokój i wolność.

Czy polecam „Skorpiona”? Tak, przede wszystkim zwolennikom mocnych, przerażających historii, jak również tym z Was, który lubią książki oparte na faktach.