„Wojna i miłość. Katarzyna i Igor” Jolanta Maria Kaleta

Hej, Mole!

Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją książki „Wojna i miłość. Katarzyna i Igor” Jolanty Marii Kalety, którą swoją premierę miała 13.03. Zgodziłam się na przeczytanie i zrecenzowanie tej pozycji bez czytania opinii, zupełnie w ciemno. Co mnie zaciekawiło? Piękna okładka oraz określenie książki jako „romans historyczny”. Muszę szczerze przyznać, że ten tytuł to hit absolutny! Siedemset trzydzieści jeden stron pełnych akcji, emocji, całe gamy uczuć.

Ale od początku : -)

Historia Katarzyny i Igora rozpoczyna się, gdy para poznaje się na balu zorganizowanym z okazji imienin carowej Aleksandry. Pierwszy bal siedemnastoletniej Katarzyny, pierwsze emocje związane z wejściem młodej dziewczyny w wielki świat. Ubrana w piękną suknię uszytą z delikatnej tkaniny podkreślającej jej smukłe kształty, z burzą jasnych loków na głowie, poznaje carskiego dragona, Igora, z którym przetańczy całą noc. Jego słowa: „Cały mój świat to ty” sprawią natomiast, że zmuszona do stłumienia kiełkującej do Igora miłości, już nigdy o nim nie zapomni. Wdają się w romans skrzętnie ukrywany przed światem, trwa w najlepsze. Wszystko wskazuje na to, że ślub Katarzyny i Igora to jedynie kwestia czasu, a gdy pobiorą się, będą żyli długo i szczęśliwie. Niestety, zarówno rodzice jej, jak i jego, na ożenek się nie wyrażają zgody. Para postanawia zatem pobrać się w tajemnicy. Ciemną nocą Katarzyna przyodziewa suknię, w której pierwszy raz zobaczył ją ukochany, a gdy próbuje ukradkiem wydostać się z domu, okazuje się, iż wszystkie drogi ucieczki zostały odcięte. Służąca doniosła jej ojcu o romansie z carskim dragonem, a ten okiennice w oknach pokoju Katarzyny zamknął na kłódkę, natomiast drzwi na klucz. Do spotkania i ślubu kochanków nie dochodzi, a następnego dnia dziewczyna wyjawia matce, iż spodziewa się dziecka.

Brzmi ckliwie, prawda? Lekka, pełna wielkich uczuć historia, pełna konwenansów. Też tak myślałam-będzie lekko i przyjemnie. Igor zapewne wpadnie do domu Katarzyny niczym burza, siłą odbierze ojcu, pobiorą się i uciekną. Będzie bardzo romantycznie, pięknie. Ale potem przychodzi wojna i powieść nabiera rozpędu. Świat Katarzyny, która zmuszona zostaje do ślubu z innym, dużo starszym od siebie mężczyzną, wybranym przez rodziców, wywraca się do góry nogami. Igor natomiast, z sercem wypełnionym żalem, przekonany, iż ukochana porzuciła go, wyrusza na wojnę. Okrutny los sprawi, iż oboje doznają wielkich krzywd-Katarzyna straci męża, potem córkę; Igor przekona się na własnej skórze czym jest śmierć, czym jej walka o przetrwanie, o życie.

Czy jeszcze kiedyś się spotkają? Czy ich drogi, w jakiś magiczny sposób się połączą?

 

Mówiąc o fabule, wspomnieć należy, że Jolanta Maria Kaleta jest historykiem. Ma wielką wiedzę, którą we wspaniały sposób połączyła z fikcją literacką. Kolejny raz powtórzę, iż posiadanie wiedzy historycznej to jedno. Czymś zupełnie innym jest natomiast przedstawienie, zazwyczaj nudnych i suchych faktów taki sposób, aby czytelnik od powieści nie potrafił się oderwać. Autorka wykorzystała wiele autentycznych postaci, których nazwiska wymieniła już na początku powieści. Inspiracją do „Wojny i miłości” była natomiast historia rodzinna Jej męża. Wszystkie opisy są tak realistyczne, iż czytając o odbywającej się bitwie, odnosimy wrażenie, iże stoimy w jej środku, biorąc czynny udział. Krwawe bitwy pobudzają wyobraźnię, wywołują całą gamę emocji i uczuć. Kaleta wielokrotnie spycha czytelnika w sam środek krwawych rzezi, wyciąga z nich i przenosi do szpitali przepełnionych rannymi żołnierzami, walczącymi o życie, a potem do domów prywatnych bohaterów, którzy czynnego udziału w I Wojnie Światowej w prawdzie nie biorą, ale wiele wnoszą do powieści, są jej niezbędnym elementem, cudownie dopełniającym całości. Kaleta nie zarysowuje jedynie historii, a przedstawia i dokładnie objaśnia wszystkie fakty. Nie sposób się więc zgubić. Nic, absolutnie nic, nie pozostaje dla czytelnika niezrozumiałe. Wątek miłosny nie dominuje, a z wielką precyzją wpleciony zostaje w powieść. Nie przytłacza, nie skupia na sobie całej uwagi czytelnika. Losy Katarzyny i Igora śledzimy dzięki temu z zapartym tchem i z całych sił kibicujemy, a okrutna wojna wreszcie się skończyła, a los pozwolił kochankom na ponowne spotkanie.

Bohaterowie Kalety są piękni. Bogaci, przejrzyści, cudownie wykreowani. Przy każdym z nich widać dobrze wykonaną, misterną robotę. Nie znajdziecie w powieści osobistości pustych, niepotrzebnych, nic do historii niewnoszących. Każda osoba, z którą się spotkacie, odgrywa jakąś rolę, jej potrzebna. Zarówno ci historyczni, jak i fikcyjni, są po prostu świetni! Autorka włożyła mnóstwo pracy i wysiłku, aby przestawić czytelnikowi bohaterów pełnych, wartościowych, budzących sympatię, jak i niechęć. Jestem zachwycona. Nie spotkałam się w powieści z nikim, o kim mogłabym pomyśleć: „A ten tu po co?” Główni bohaterowie natomiast… No cóż, piękny przykład wielkiej miłości, która jest szczera, uczciwa i przede wszystkim, prawdziwa. Niezłomni w swej wierze, niezwykle silni, piękni. Cud, miód i orzeszki. Zero niepotrzebnego koloryzowania. Sama prawda i autentyczność.

Podsumowując całość – „Wojna i miłość. Katarzyna i Igor” to historia tak piękna, tak szczera i prawdziwa, że nie można jej nie przeczytać. Misternie wykonana praca autora szczycącego się wielką wiedzą, która zaowocowała powieścią idealną. Jestem do głębi poruszona talentem pisarskim, kunsztem literackim, lekkim i przyjemnym piórem. Przede wszystkim natomiast, zachwycona jestem historią Katarzyny i Igora, która pozostanie ze mną na długo. Możliwość przeczytania powieści Jolanty Marii Kalety, a także jej zrecenzowania to dla mnie zaszczyt. Serdecznie, z całego serca dziękuję Wydawnictwu Otwarte za zaufanie i umożliwienie mi podróży do świata Kalety. W stronę autorki kieruję moje wielkie i szczere podziękowania za powieść piękną, wzruszającą i poruszającą. Pani Jolanto, jeszcze nigdy siedemset stron nie zakończyło się dla mnie tak szybko i tak przyjemnie, pomimo ciężkiej i smutnej historii wojennej.

Kochani, polecam z całego serca. Nie będziecie zawiedzeni!

Dodaj komentarz